#
Regionalny Portal Wiedzy o rynku pracy
Stolarz z poprawczaka

Dodano: Czwartek, 23 sierpia 2018 (12:24)



miniatura Zakład poprawczy – te dwa słowa wzbudzają co najmniej dreszcz niepokoju. Dla zdecydowanej większości osób jest to przedsionek więzienia, a młodzi ludzie, którzy tam trafiają są już straceni. Postanowiliśmy sprawdzić, czy tak jest faktycznie. Może jednak osoby, które trafią do „poprawczaka”, mają szansę na powrót do normalności, zdobycie dobrego zawodu i podjęcie pracy?

W dniu 18 czerwca b.r., na spotkanie w Zakładzie Poprawczym w Gdańsku – Oliwie, który mieści się w zabytkowym budynku tzw. Dwór III przy ul. Polanki 122, zaprosił nas pan Grzegorz Szwoch, nauczyciel przedmiotów zawodowych w przyzakładowej szkole. Na pytanie, czy nie miał obaw związanych z pracą w tak specyficznej placówce, odpowiada: – Całe życie zawodowe związany jestem z pracą z młodzieżą, a to taki kolejny etap, nowe wyzwanie, chęć sprawdzenia jak będę funkcjonować w takim miejscu. Pewne obawy oczywiście były, ale wbrew pozorom czasem nawet fajniej pracuje się, rozmawia z tymi chłopcami, bo już znają układ nagroda – kara. Wiedzą, że jeżeli się przyłożą, mogą dużo zyskać.

Od 26 lat pracuję jako pedagog, pracowałem też w tzw. normalnej szkole, od 8 lat pracuję w tej placówce i uwierzcie mi, nie ma wielkiej różnicy. Zawsze powtarzam osobom, które tu przychodzą i chcą się czegoś dowiedzieć, że każda młodzież jest specyficzna, ale do każdego można dotrzeć, można się dogadać i czasami porównując chłopców będących tutaj i będących na wolności, to różnica jest nieduża – podkreśla Janusz Ogonowski, dyrektor Zakładu Poprawczego.

Zakład istnieje od 1947 roku, początkowo jako schronisko dla nieletnich, a od 2010 jako Zakład Poprawczy.

Mało powrotów

Trzy lata temu Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadziło badanie dotyczące  powrotów na drogę przestępstwa. Średnio 60% - 70% osób wypuszczanych na wolność ponownie ma kłopoty z prawem. Wśród osób opuszczających oliwski Zakład Poprawczy wskaźnik ten wynosił zaledwie 36%.

Skąd tak dobry wynik wyjaśnia dyrektor Ogonowski: – Podstawą jest sposób podejścia do chłopaków, odpowiednie traktowanie. Mnie nie interesuje, co zrobił, jego przeszłość, mnie interesuje to, co da z siebie tutaj i czy będzie w stanie wykorzystać to, co mu zaoferujemy. U nas nie ma żadnej przemocy, chłopcy czasem chcą między sobą wymienić parę zdań, ale my zawsze mamy to pod kontrolą.

Ogromne znaczenie ma też wykwalifikowana kadra. Wszyscy pracownicy znają i respektują zasadę, żeby podopiecznych traktować z szacunkiem. – Agresja rodzi agresję, pracujemy w takich warunkach a nie innych. Jeżeli my, pedagodzy, będziemy agresywnie reagować, do niczego dobrego to nie doprowadzi – dodaje Janusz Ogonowski.

Początki bywają trudne – osadzeni często są agresywni, bo jak sami później opowiadają, nie spodziewali się, że można inaczej traktować drugą osobę. Przyzwyczajeni  do wiecznej walki, przemocy, wulgaryzmów,  są zdziwieni, że ktoś zwraca się do nich normalnie – to jest szok, oczekują walki, bicia. W zakładzie są traktowani tak, żeby nie czuli, że są wyrzutkami. Mają wiedzieć, że jeżeli się postarają,  mogą coś uzyskać.

Wyrwać ze środowiska

– Największym problemem jest „wciąganie” przez środowisko, do którego nasz podopieczny wraca. Gdyby była możliwość odseparowania ich od niego, to liczę, że 70% chłopaków dałoby radę, gdyby dać im oparcie, pomóc. W momencie kiedy wychodzą z systemu i wracają do swojego świata, czasem nasza praca dwu-, trzy- czy czteroletnia idzie na marne. Poza instytucją nie są w stanie funkcjonować zgodnie z tym, czego nauczyli się w zakładzie. Na szczęście do części z nich dociera, że wracając do starych przyzwyczajeń nic nie osiągną. Część osób pochodzących z dalszych regionów Polski chce zostać w Trójmieście, wiedząc, że tu jest większa szansa zmiany swojego życia, znalezienia zatrudnienia, wynajęcia mieszkania, poznania partnerki życiowej. Jest paru takich chłopców, którzy pozostali w Trójmieście, utrzymujemy z nimi kontakt, odwiedzają nas, ich życie jest stabilne – opisuje pan Janusz. – Niestety są też osoby, dla których to jest sposób na życie – poprawczak, a później więzienie. Jest to też wpływ wzorców środowiska rodzinnego: tata siedział w więzieniu, brat również, więc ten chłopak idzie w ich ślady. Kluczową rolę w procesie resocjalizacji pełnią rodzice. Jeżeli mają świadomość i chcą odseparować swoich synów od środowiska, jest to podstawa sukcesu. Niestety aż około 90% rodziców nie interesuje się tymi dziećmi.

Inną trudnością jest brak instytucjonalnego wsparcia dla osób, które opuściły Zakład. Brakuje momentu łagodnego przejścia. Na wolności były podopieczny jest pozostawiony sam sobie. Chociaż instytucja prowadzona przez pana Janusza podejmuje działania, współpracując z różnymi organizacjami. – Rozmawiamy z MOPSami, PCPRami – mówi dyrektor Zakładu. – Staram się przygotować chłopców do tego, żeby po opuszczeniu placówki mogli dokądś wrócić. Problemem jest potrzeba zmiany świadomości, podejścia do tych osób. Większość z nich mogłaby normalnie funkcjonować, założyć rodzinę, tylko trzeba by stworzyć im odpowiednie warunki. Brakuje takiego momentu przejściowego, żeby mogli spokojnie przejść do życia na wolności.

Nauka dla stolarzy i ślusarzy

Szkoła zawodowa w oliwskim zakładzie poprawczym oferuje naukę w dwóch zawodach: stolarza i ślusarza. Obecnie pracownicy wykonujący te zawody są bardzo poszukiwani, a międzynarodowe certyfikaty, które uzyskują, pozwalają na pracę za granicą. Trwają również przygotowania do uruchomienia w szkole kursów spawania.

– Baza się rozwija, staramy się, żeby chłopcy uczyli się na coraz lepszym sprzęcie. Wszystkie zajęcia i warsztaty mogą odbywać się na terenie placówki. Nasi podopieczni w szkole mają ogólnie obowiązujący program edukacji, zdają dokładnie taki sam egzamin jak w szkołach na zewnątrz. W naszej placówce jest bardzo duża zdawalność egzaminów. Część praktyczną zadają wszyscy, a teoretyczną można liczyć na poziomie 80%. Zdarza się często, że na egzaminach zewnętrznych instruktorzy są zdziwieni, że nasi chłopcy mają aż taką wiedzę – opowiada pan Janusz. – Czasem szkołę kończą cztery czy trzy osoby, ale nie zawsze tak jest, że edukacja kończy się równo z wyrokiem. Obowiązek szkolny obowiązuje ich do 18 roku życia, ale wychodzimy z założenia, że przebywając tutaj, mogą zrobić coś więcej. Dlatego niektórzy, odsiadując wyrok do 21 roku życia, potrafią ukończyć szkołę w obu zawodach.

Większość nauczycieli pracuje w szkole od wielu lat. Niestety coraz trudniej o znalezienie pracownika – nauczyciela praktycznej nauki zawodu. Wymagania ministerialne są mocno rygorystyczne. Natomiast nauczyciele przedmiotów ogólnych zatrudnieni są głównie dorywczo.

Pan Grzegorz Szwoch jest jednym z nauczycieli przedmiotów zawodowych i tak opowiada o swojej pracy:  – Uczniowie są różni. Są tacy, którzy chcą sobie pomoc, czują szansę. Zdarzają się też takie osoby, które przychodzą, kładą się na ławkę i mówią, że dzisiaj nic nie robią. Próbują pociągnąć innych za sobą, ale nawet jeżeli mają na to ochotę, to mają też świadomość profitów, które stracą, jeżeli przestaną pracować. Każda osoba, która zda egzamin, zdobędzie fach i ma szanse wyprostować swoje życie, to dla mnie duża satysfakcja.

Chcemy pomóc im wyjść na prostą

Odsiadując wyrok, osadzeni mogą pracować na zewnątrz. W takiej sytuacji w ciągu dnia idą na przepustki i wieczorem wracają. Co najważniejsze: jeszcze nikt w trakcie takiego wyjścia nie uciekł z oliwskiego Zakładu. Ci, którzy pracują, podpisują kontrakty, część pieniędzy odkładają, część mają na drobne wydatki. To autorski pomysł tutejszego zakładu. Dzięki temu, po wyjściu na wolność młodzi ludzie mają kapitał na start. A to oznacza dużą szansę na rozpoczęcie normalnego życia.  

– Po zakończeniu szkoły i obowiązywania wyroku staramy się pomóc naszym chłopakom w znalezieniu pracy – opowiada dyrektor Zakładu. – Chcemy, aby poczuli, jak to jest pracować, dać coś od siebie, żeby poznali zasady obowiązujące w różnych zakładach pracy. Poszukiwanie pracodawców opieramy na osobistych kontaktach naszych pracowników z pracodawcami – i na tej bazie proponujemy chłopcom pracę. Najpierw musi on spełnić nasze wymagania, żebyśmy nie spalili sobie tego kontaktu, żeby jedna i druga strona miała satysfakcję ze współpracy. Na razie wolimy wysyłać chłopców do sprawdzonej instytucji, w której wszyscy wiedzą jaka jest sytuacja. Mamy chłopca, który został od nas zwolniony, dostał mieszkanie od fundacji, pracuje. Na razie jest wszystko ok.