#
Regionalny Portal Wiedzy o rynku pracy
Nasze kochane skrzyneczki – czyli jak CIS w Słupsku wspiera wykluczonych

Dodano: Wtorek, 12 czerwca 2018 (11:59)



miniatura Centrum Integracji Społecznej w Słupsku powstało z inicjatywy członków Stowarzyszenia Horyzont, pracujących w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie. Są to osoby najlepiej znające problemy i potrzeby  wykluczonych i bezrobotnych. Miasto Słupsk w partnerstwie ze Stowarzyszeniem Horyzont oraz z PUP w Słupsku realizuje projekt pod nazwą Kierunek Aktywność, w ramach którego powstał CIS.

Naszym przewodnikiem po Centrum Integracji Społecznej w Słupsku jest pani Monika Zenik-Krupień, kierownik tej instytucji.  – Jestem rodowitą słupszczanką. Wśród uczestników projektu zdarzają się moi koledzy z klasy, sąsiedzi. Dlaczego to robię? Ja po prostu ich lubię i cieszę się, że mogę im pomóc.

Pomoc warunkowana podstawą sukcesu

W CIS  można brać udział w zajęciach przez rok, ale też możliwe jest wydłużenie tego okresu o kolejne sześć miesięcy. Dzięki współpracy z PUP w Słupsku udało się zapewnić uczestnikom projektu świadczenie integracyjne w trakcie leczenia. Najczęściej jest to terapia wychodzenia z alkoholizmu. Obawa przed utratą świadczenia integracyjnego powodowała, że uczestnicy często rezygnowali z niezbędnej dla nich terapii. Otrzymując w trakcie terapii to świadczenie, mają możliwość z zaoszczędzonych pieniędzy spłacać np. zadłużenie mieszkania. Z drugiej strony  muszą też dać coś od siebie, aby otrzymywać wsparcie. – Moim zdaniem pomoc warunkowana jest podstawą sukcesu CIS – stwierdza pani Monika. – Nie ma nic za darmo: jeśli nie chcesz uczestniczyć w zajęciach CIS, to możesz stracić zasiłek otrzymywany z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. 

Jednym z warsztatów oferowanym klientom CIS-u jest warsztat prac twórczych, gdzie brzydkie, stare skrzynki po jabłkach są rozkładane, docinane, szlifowane, składane na nowo i malowane oraz oklejane sznurkiem. Tak powstają pięknie zdobione skrzyneczki, które mogą służyć np. jako doniczki. To na tych zajęciach zaprzyjaźniły się panie Agnieszka i Natalia.

Pani Agnieszka trafiła tutaj z MOPR. Posiada umiarkowany stopień niepełnosprawności ze względu na problemy z nogami i dlatego nie mogła wykonywać pracy wymagającej długotrwałej pozycji stojącej. Początkowo pracowała w warsztacie opiekuńczo - gospodarczym, ale szybko się męczyła i trudno jej było wykonywać tę pracę.

– Nigdy nie pracowałam manualnie, a tutaj wszystko łapałam w mig – opowiada pani Agnieszka.  – Na początku trochę się obawiałam, czy sobie dam radę. Na szczęście wszyscy mnie wspierali i obawy z czasem zniknęły.

Pani Natalia nigdy wcześniej nie pracowała, do CIS trafiła również przez polecenie pracownika socjalnego. – Nigdy nie pracując, nie wiedziałam, czy się odnajdę wśród ludzi. Dotąd cały czas byłam tylko z moim synem w domu. Miałam bardzo dużo problemów finansowych, zdrowotnych i chciałam coś zmienić w życiu. 

– Te nasze kochane skrzyneczki okazały się strzałem w dziesiątkę – mówi pani Natalia. – Na początku było ciężko, bo jestem osobą, która traci wzrok i nie wiedziałam, czy się tu odnajdę. Jednak pokochałam to zajęcie i każdy dzień, kiedy tu przychodziłam był dla mnie takim dniem spełnionym, spędzonym w miłym towarzystwie.

Pani Natalia w CIS przeszła prawdziwą przemianę. – Niewiele mówiła, była bardzo zamknięta w sobie, a tutaj po prostu rozkwitła. Teraz jest w stanie nawet wypowiadać się przed kamerą – podsumowuje kierownik CIS.

Załoga CIS

CIS działa dla ludzi i podstawą jego sukcesów są ludzie, którzy tu pracują. Pani Monika bardzo chwali swój zespół:

– To oni zapracowali na sukces tej placówki. Mamy fajny zespół, gramy do tej samej bramki. Są bardzo  zaangażowani w wspieraniu uczestników w aktywizacji społecznej i zawodowej. Niezwykle istotna jest też współpraca z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie, Powiatowym Urzędem Pracy i Wojewódzkim Urzędem Pracy w Gdańsku.  Pracownicy WUP prowadzą  dla naszych uczestników zajęcia społeczne m.in. z zakresu aktywizacji zawodowej. Nasi uczestnicy bardzo lubią te zajęcia.   To są osoby, które po prostu widzą człowieka – opisuje pani Monika.

Zajęcia w CIS rozpoczynają się od ósmej rano. Pani Monika otwiera placówkę zawsze przed 7 rano ,  uczestnicy już na nią czekają.

– Na początku dziwiłam się, dlaczego są tak wcześnie, ale okazało się to bardzo proste: w domu jest pusto, smutno, nie ma do kogo się odezwać, czasem zimno, nieprzyjemnie, a tu czyste ściany, jasno, ciepło, kawa, herbata. Tak zaczynają dzień, po prostu chcą tu być. My pokazujemy, jak może wyglądać ich dzień oraz przestrzeń, która ich otacza – opowiada.

Uczestnicy zajęć w Centrum Integracji Społecznej  czują się jak w rodzinie. Tworzą się tu trwałe relacje, wszyscy wspierają się wzajemnie. Czasem ktoś powie, że CIS uratował mu życie – i nie ma w tym wcale przesady. Zdarza się, że nawet po formalnym zakończeniu uczestnictwa przychodzą nadal. Tak jak pan Zenek, który ukończył już program, ale ze względu na duże ograniczenia zdrowotne ma problemy ze znalezieniem pracy i czas wolny wykorzystuje na przychodzenie do Centrum jako wolontariusz.

Zmiana nawyków

Jednym z głównych założeń aktywizacji uczestników CIS jest pokazanie im, że można żyć inaczej, inaczej funkcjonować. Muszą zrozumieć nawet tak oczywiste dla nas sprawy, jak to, że aby poprawić jakość życia, potrzebne są finanse. Dzięki temu można też czas spędzić inaczej – pójść do kina, do teatru.

– Kiedyś przekonaliśmy uczestników, że można zrobić grilla bez piwa – relacjonuje pani Monika. – W zamian zorganizowaliśmy turniej gier planszowych przy smażeniu kiełbasek. Na początku się krzywili, że to zabawa dla dzieci, a później świetnie się bawili. Większość uczestników, mimo że do Ustki jest tylko parę kilometrów, nie było nad morzem od wielu lat albo wręcz nigdy. Dlatego też organizujemy wyjazdy nad morze, pokazując, że to również wspaniała forma spędzania czasu.

CIS jest miejscem, gdzie można zaznać normalności i poprawić jakość swojego życia. Jego pracownicy pokazują, że –możliwe jest, aby inaczej funkcjonować, gospodarować środkami, szukać wsparcia. Ale w CIS musisz coś z siebie dać, musisz się wysilić – jedni się zdobywają na ten wysiłek, inni nie.

Mieszkałem w kartonie, czyli sukcesy…

Centrum Integracji Społecznej w Słupsku może pochwalić się wieloma sukcesami. Przede wszystkim aż 50% wskaźnikiem zatrudnienia osób, które kończą udział w zajęciach. Co prawda nie wszyscy utrzymują zatrudnienie, ale są osoby, które po pół roku czy trzech miesiącach w CIS podejmują stałą pracę – awansują, dostają nagrody.

Do CIS przychodzi zróżnicowana grupa ludzi, z bardzo różnymi historiami – czasami aktywizacja przebiega szybko i nawet zdarza się, że uczestników trzeba powstrzymywać, bo już chcą iść do pracy, ale nie są jeszcze gotowi. Innym więcej czasu zajmuje zmiana sposobu myślenia o swojej przyszłości.

– Kiedyś mieliśmy w CIS pana, który przedstawiał się: „mieszkałem w kartonie po telewizorze” – niezwykłą historię przytacza pani Monika. – Kiedy przyszedł do nas, był osobą bezdomną. Dzięki wsparciu wynajął pokój, otrzymał zatrudnienie, awansował. Zakochał się i niedługo będzie ślub.

Kierownik CIS opowiada też o młodym chłopaku mieszkającym na działkach:

– Mróz, zima, śnieg, a on nie przychodzi jeden dzień, drugi, kontaktu nie ma. Pojechałam, poszukałam i znalazłam go. Siedział na bosaka w altance, pod wpływem alkoholu. Powiedziałam, że jeśli chce, to czeka na niego w CISie ciepła zupa oraz ludzie, którzy chcą mu pomóc. I przyszedł tego samego dnia z kwiatami, dziękując, że ktoś się nim zainteresował. Proces trwał długo – był z nami dwa lata, bo oprócz udziału w CIS, mogliśmy skierować go na staż. Teraz świetnie sobie radzi, wynajął pokój, pracuje, nieźle zarabia.

…i porażki

Do tej pory CIS w Słupsku przyjął prawie 100 osób, około 30 z nich przerwało udział. Nie udało im się pomóc.

– Czasem dajemy się nabrać – opowiada pani Monika. – Osoba udawała przez cały czas, że chce się zmienić, my pracowaliśmy i nic z tego nie wyszło. To boli, ale też uczy i wzmacnia. Są też osoby z tzw. szarej strefy – nie chcą podjąć pracy, bo są zadłużeni i większość zarobków musieliby oddać komornikowi. Natomiast nawet jeżeli nie uda się osiągnąć celu z danym uczestnikiem, to miło jest czasem spotkać tego kogoś i usłyszeć, że u nas spędził najlepsze chwile. Natalia powiedziała mi kiedyś, że w CISie miała pierwszą prawdziwą wigilię.

Obecni w przestrzeni społecznej

Uczestnicy CIS otrzymują świadczenie integracyjne, ale wykonują jednocześnie bardzo dużo pracy. Dzięki temu zaczynają być dostrzegani w przestrzeni społecznej. W ciągu dwóch lat wykonali na rzecz Słupska prace o wartości kilkuset tysięcy złotych. Były to remonty przedszkoli, placówek opiekuńczo-wychowawczych, mieszkań chronionych. Uczestnicy w ramach projektu otrzymują materiały i mogą uczyć się w praktyce zawodu, remontując te miejsca.

– Jeżeli coś wyprodukują i ktoś to pochwali, są bardzo dumni. Jak przychodzi dyrektor takiej placówki i mówi, że dzięki wam mamy lepsze warunki, poda rękę, wręczy dyplom, to bardzo buduje – zauważa pani Monika.

CIS podejmuje też inne działania, które są ważne dla słupskiej społeczności. "Wymiana ciepła" to pomysł realizowany od lutego 2017 r. Przed Centrum wystawiony został wieszak na ciepłe ubrania. Idea akcji jest prosta. Każdy, kto chce się podzielić ciepłymi rzeczami w dobrym stanie, może zostawić je na wieszaku, a osoby, które potrzebują ciepłych ubrań, mogą je wziąć. Oczywiście za darmo.

Trudne rozstania

– Odnalazłam się zupełnie w CIS, mogłabym zostać, nigdzie nie odchodzić – mówi pani Agnieszka.

– Mogę powiedzieć jedno: pobyt w CISie to najlepszy okres w moim życiu – dodaje pani Natalia.

I to jest druga strona medalu: uczestnicy CIS tak dobrze się tu czują, że czasem nie chcą odchodzić.

– Celem nadrzędnym jest zaaktywizowanie społeczne. Uczymy dobrych nawyków, konkretnych umiejętności i jeżeli widzimy, że osoby te zaczynają dobrze funkcjonować,  to chcemy zrobić krok dalej – zaaktywizować ich zawodowo. I wtedy nierzadko zaczynają się problemy. Wtedy chorują, obrażają się, pojawiają się nowe trudności – komentuje pani Monika. – Myślimy o tym, żeby stworzyć narzędzie, które pozwoli na to, żeby po zakończeniu zajęć w CIS, uczestnik nadal mógł mieć wsparcie. Może asystenta, który będzie służył pomocą. Bo jeżeli ktoś po 1,5 roku przebywania tutaj zostaje nagle odcięty, to jest to dla niego bardzo trudne. I dlatego trzeba zrobić coś, żeby cały wysiłek uczestników, ale też pracowników CIS, nie poszedł na marne…